Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Każdy z nas jest aniołem z jednym skrzydłem, możemy latać, tylko obejmując się nawzajem.


Każdy z nas jest aniołem z jednym skrzydłem, możemy latać, tylko obejmując się nawzajem.

11/06/2008 12:53:49

Dlaczego kobiety płaczą?



- Dlaczego płaczesz? - młody chłopiec zapytał swą mamę.
- Ponieważ jestem kobietą, odpowiedziała mu.

- Nie rozumiem, odpowiedział.

Ona go przytuliła i rzekła: ...i nigdy się nie dowiesz, ale nie martw się to normalne.

Później chłopiec spytał swojego Ojca, dlaczego Mama płacze bez powodu?

Wszystkie kobiety płaczą bez powodu. ...było to wszystko co mógł mu odpowiedzieć.

Mały chłopiec urósł i stał się mężczyzną i wciąż nie wiedzą dlaczego kobiety płaczą. Nareszcie uklęknął złożył ręce i zapytał: Boże... Dlaczego kobiety płaczą (tak łatwo)?

A Bóg mu odpowiedział...

...Kiedy tworzyłem kobietę postanowiłem ją uczynić wyjątkową. Stworzyłem jej ramiona na tyle silne by mogła dźwigać ciężar całego świata! Dałem jej nadzwyczajną siłę, pozwalającą jej rodzić dzieci jak również znosić odrzucenie, spowodowane czasem przez jej własne dzieci! Dałem jej stanowczość, która pozwala jej na opiekę nad rodziną i przyjaciółmi.

Niestraszna jej choroba!

Stworzyłem ją wrażliwą, aby kochała wszystkie dzieci, nawet wtedy, gdy jej własne ją bardzo skrzywdzą!

Dałem jej siłę, aby opiekowała się swoim mężem mimo jego wad, Zrobiłem ją z żebra swego męża, tak, aby chroniła jego serce!

Dałem jej mądrość, aby wiedziała, że dobry mąż nigdy nie skrzywdzi swej żony. Czasem jednak testuje jej siłę i wytrwałość żony w wierze w niego. Synu, na sam koniec...

Dałem jej również łzę do wypłakania. Jest to jej jedyna słabość! Jeśli kiedyś zobaczysz, że płacze, powiedz jej jak bardzo ją kochasz i jak wiele robi dla innych. I jeśli nawet wciąż płacze, sprawiłeś, że poczuła się o wiele lepiej.

Ona jest wyjątkowa!

Do Ciebie od Pana Boga


Do Ciebie od Pana Boga Przyjmij moje rady.
Słyszę Twój płacz. Przebija ciemności, wznosi się poprzez chmury,
miesza ze światłem gwiazd i trafia do mego serca po promieniu słońca.
Bolałem nad wołaniem zająca schwytanego we wnyki,
wróbla wyrzuconego z gniazda przez matkę,
dziecka bezradnie bijącego rękoma w wodę sadzawki i Syna umierającego na krzyżu.
Wiedz, że Ciebie też słyszę. Bądź spokojny. Ucisz się.
Przychodzę ukoić Twój smutek, albowiem znam jego przyczynę i wiem, jak go uleczyć.
Płaczesz nad dziecięcymi marzeniami, które uleciały z biegiem lat.
Płaczesz nad utraconą godnością, którą zabiły Twoje porażki.
Płaczesz nad nie wykorzystanymi zdolnościami,
które przehandlowałeś za bezpieczną egzystencję.
Płaczesz nad utratą własnej tożsamości, zadeptanej przez tłum.
Płaczesz nad zmarnowanym talentem, któremu się sprzeniewierzyłeś.
Patrzysz na siebie ze wstydem i odwracasz się w przerażeniu od swego odbicia w wodzie.
Kim jest ta ludzka atrapa spoglądająca na Ciebie bladymi oczyma hańby?
Gdzie podziały się wdzięk Twoich manier, piękno Twej postaci,
prężność ruchów, jasność umysłu, świetność mowy? Kto skradł Ci te dobra?
Czy ów złodziej jest Ci znany, tak jak mnie?
Niegdyś na polu Twego ojca układałeś głowę na poduszce z trawy,
przyglądałeś się katedrom chmur i wiedziałeś,
że kiedyś Twoje będzie całe złoto Babilonu.
Niegdyś czytałeś wiele ksiąg i pisałeś na wielu tabliczkach,
przeświadczony ponad wszelką wątpliwość, że dorównasz w mądrości Salomonowi,
a nawet go przewyższysz.
Minęłyby lata i oto panowałbyś niepodzielnie we własnym ogrodzie Edenu.
Czy pamiętasz, kto natchnął Cię tymi planami i marzeniami
i posiał w Tobie ziarna nadziei? Nie możesz pamiętać.
Nie zachowałeś wspomnienia tej pierwszej chwili,
kiedy wyszedłeś z łona matki, a ja położyłem rękę na Twoim miękkim czole.
Czy pamiętasz tajemnicę, którą wyszeptałem Ci do ucha, błogosławiąc Cię?
Czy pamiętasz naszą tajemnicę? Nie możesz pamiętać.
Upływające lata zniszczyły te wspomnienia, albowiem napełniły Twój umysł lękiem, zwątpieniem, troskami, wyrzutami sumienia i nienawiścią.
Tam, gdzie zamieszkują te bestie, nie ma miejsca, nie ma miejsca na radosne wspomnienia. Nie płacz więcej.
Jestem z Tobą... a ta chwila jest jak linia dzieląca Twoje życie.
Wszystko, co działo się przed nią, to jakby przedłużenie okresu,
który przespałeś w łonie matki. Przeszłość umarła. Niechaj umarli grzebią swoich umarłych .
Dzisiaj powstajesz ze śmierci za życia. Dzisiaj, jak Eliasz nad synem wdowy,
trzykrotnie rozciągam sie nad Tobą i przywracam Ci życie.
Dzisiaj, jak Elizeusz wskrzeszający syna Szunemitki,
przykładam swoje usta do Twoich ust, swoje oczy do Twoich oczu i swoje dłonie do Twoich dłoni,
tak iż rozgrzewa się znowu Twoje ciało.
Dzisiaj, jak Jezus przy grobie Łazarza, rozkazuję Ci wstać
i oto wychodzisz z jaskini zatracenia, by rozpocząć nowe życie.
Dzisiaj są Twoje narodziny.
To nowa data Twoich urodzin.
Twoje poprzednie życie było tylko jak próba przed spektaklem w teatrze.
Tym razem kurtyna jest podniesiona. Tym razem publiczność patrzy i czeka,
by Cię zasypać oklaskami.
Tym razem nie zawiedziesz. Zapal świeczki na urodzinowym torcie. Obdziel gości.
Nalej wina. Narodziłeś się ponownie.
Wyfruniesz niby motyl z poczwarki, tak wysoko, jak zapragniesz i ani osy, ani ważki,
ani modliszki rodzaju ludzkiego nie przeszkodzą Ci w Twojej misji,
ani w poszukiwaniach prawdziwych bogactw życia.
Poczuj moją rękę na swojej głowie. Posłuchaj mojej mądrości.
Pozwól, że znowu podzielę się z Tobą tajemnicą,
którą powierzyłem Ci w momencie narodzin i o której zapomniałeś.
Jesteś moim największym cudem. Jesteś największym cudem świata.
To były pierwsze usłyszane przez Ciebie słowa. Potem zapłakałeś.
Wszyscy płaczą. Nie uwierzyłeś mi...
A w ciągu minionych lat nie zdarzyło się nic, co pozbawiłoby Cię Twej niewiary.
Albowiem jak możesz być cudem, skoro uważasz, że nie radzisz sobie z najbardziej poślednimi pracami?
Jak możesz być cudem, skoro z tak małą wiarą wykonujesz najprostsze obowiązki?
Jak możesz być cudem, gdy obarczony długami nie śpisz nocą, dręcząc się, skąd weźmiesz na jutrzejszy chleb? Dość.
Co się stało, to się nie odstanie. A przecież, iluż posłałem proroków, mędrców,
artystów, naukowców, filozofów z wieścią o Twojej boskości,
o Twoich niezmierzonych możliwościach i o tajnikach osiągnięć!
Jak ich potraktowałeś? Jednak kocham Cię i jestem teraz z Tobą w tych słowach,
wypełniając proroctwo, że Pan wyciągnie rękę po raz drugi, by odzyskać resztę swego ludu.
Wyciągnąłem rękę. To jest ten drugi raz. Ty jesteś moim ludem.
Próżno pytać: Czy nie wiedziałeś, nie słyszałeś, nie rozumiałeś,
czy nie mówiono Ci o tym od zarania dziejów? Nie wiedziałeś;
nie słyszałeś; nie rozumiałeś. Powiedziano Ci, że jesteś bogiem w przebraniu,
bogiem grającym rolę głupca. Powiedziano Ci, że jesteś dziełem niezwykłym,
obdarzonym szlachectwem rozumu, nieograniczonymi zdolnościami,
cudownie wyrażającym się przez ciało i ruch, niczym anioł w działaniu,
niczym bóg w pojmowaniu. Powiedziano Ci, że jesteś solą ziemi.
Wyjawiono Ci nawet tajemnicę, że możesz poruszać góry, dokonywać niemożliwego.
Nie uwierzyłeś nikomu. Spaliłeś mapę wskazującą kierunek do szczęścia,
zrezygnowałeś z prawa do spokoju ducha, zdmuchnąłeś świece ustawione
wzdłuż przeznaczonej Ci drogi do chwały; szedłeś, potykając się, przerażony
i zagubiony w mrokach bezradności i żalu nad sobą, aż wpadłeś w piekło,
które sam stworzyłeś. Potem płakałeś, biłeś się w piersi i przeklinałeś los,
jaki Cię spotkał. Nie chciałeś uznać skutków własnych małostkowych myśli
i lenistwa w działaniu; szukałeś kozła ofiarnego, którego mógłbyś winić za porażkę.
Jakże szybko go znalazłeś! Obwiniłeś mnie! Krzyczałeś, że Twoje ułomności,
miernota, nie sprzyjające warunki, porażki - były wolą Boga! Myliłeś się!
Sporządźmy wykaz. Najpierw odczytajmy listę Twoich ułomności.
Jak bowiem mógłbym nakazać Ci budowanie nowego życia,
gdybyś nie miał po temu możliwości? Czy jesteś ślepy?
Czy nie widzisz, że słońce wschodzi i zachodzi? Nie. Widzisz.
Umieściłem sto milionów receptorów w Twoich oczach,
abyś mógł radować się pięknem zaklętym w liściu, w płatku śniegu, urodą sadzawki, orła, dziecka, chmury, gwiazdy, róży, tęczy...
i czarem miłosnego spojrzenia. Policz to jako pierwszy dar. Czy jesteś głuchy?
Czy nie usłyszysz, kiedy zapłacze lub roześmieje się niemowlę? Usłyszysz.
Dwadzieścia cztery tysiące maleńkich rzęsek, jakie wbudowałem w każde z Twoich uszu,
przenoszą drgania dźwięków, odpowiadając na szum wiatru w drzewach,
fal przypływu rozbijających się o skały, majestat operowego śpiewu, śmiech bawiących się dzieci...
i na słowa: kocham cię.
Policz to jako następny dar. Czy jesteś niemy?
Czy Twoje wargi poruszają się tylko po to, by wypluć ślinę? Nie.
Potrafisz mówić, czego nie potrafią żadne inne z moich stworzeń.
Twoje słowa mogą uspokoić rozgniewanych, podnieść na duchu przygnębionych,
pobudzić do działania zniechęconych, pocieszyć nieszczęśliwych, ogrzać samotnych,
pochwalić prawych, dodać odwagi pokonanym, pouczyć niewiedzących...
i możesz powiedzieć: kocham cię. Policz to jako kolejny dar.
Czy jesteś sparaliżowany? Czy nie możesz się poruszać? Nie.
Poruszasz się. Nie jesteś drzewem przykutym do miejsca, opierającym się wichurze
i nieprzychylnemu światu. Możesz się wyginać, biegać, tańczyć i pracować,
albowiem w Twoim ciele umieściłem złożony układ pięciuset mięśni, dwustu kości,
dwunastu kilometrów nerwów; wszystkie one współdziałają, by wykonywać Twoje rozkazy.
Policz ten kolejny dar. Czy jesteś nie kochany
i sam nie kochasz? Czy dniem i nocą dręczy Cię samotność? Nie. Dość.
Albowiem teraz poznałeś już tajemnicę miłości: że aby otrzymać miłość, musisz ją dawać,
nie licząc na odwzajemnienie. Kochanie po to, by uzyskać spełnienie,
zadowolenie lub by się pysznić tym, że kochasz, nie jest miłością.
Miłość jest darem, za który nie żąda się niczego w zamian. Wiesz teraz,
że niesamolubna miłość jest sama w sobie nagrodą.
I nawet jeśli miłość pozostanie nieodwzajemniona, nie jest utracona,
albowiem powróci do Ciebie, zmiękczy i oczyści Twoje serce.
Policz następny dar. Policz go dwukrotnie. Czy Twoje serce jest porażone?
Czy broczy krwią i wytęża się, by utrzymać Cię przy życiu? Nie.
Dotknij piersi i poczuj jego rytm, poczuj,
jak pulsuje, godzina po godzinie, dniem i nocą, trzydzieści sześć milionów uderzeń
rocznie, rok po roku, kiedy śpisz i kiedy czuwasz, pompując krew przez około
sto tysięcy kilometrów żył, tętnic i naczynek. Prawie dwa i pół miliona litrów
na rok. Człowiek nigdy nie stworzył takiego urządzenia. Policz ów następny dar.
czy Twoja skóra jest chora? Czy ludzie odwracają się z odrazą, kiedy się zbliżasz?
Nie. Twoja skóra jest czysta, to cud natury, wymaga tylko, abyś ją pielęgnował mydłem,
olejkami, szczotką. Z czasem wszelka stal matowieje i rdzewieje,
ale nie Twoja skóra. W końcu zużyją się najtwardsze metale, ale nie ta żywa powłoka,
w którą Cię odziałem. Stale się odnawia, nowe komórki zastępują stare,
podobnie jak teraz nowy Ty zastępujesz starego. Policz kolejny dar.
Czy Twoje płuca są zanieczyszczone?
Czy oddech życia z trudem wpływa do Twego ciała? Nie.
Twoje bramy życia stale Ci służą, nawet w najbardziej zatrutym
przez Ciebie środowisku; sześćset milionów pęcherzyków nieprzerwanie
filtruje życiodajny tlen, zarazem usuwając z ciała niszczące gazy.
Policz więc następny dar. Czy Twoja krew jest zatruta?
Czy zmieszana jest z wodą i ropą? Nie.
Twoje pięć litrów krwi zawiera dwadzieścia dwa tryliony krwinek,
a każda krwinka miliony cząsteczek;
atomy wewnątrz każdej cząsteczki wykonują ponad dziesięć milionów drgań na sekundę.
W każdej sekundzie dwa miliony krwinek obumierają i zastępowane są dwoma milionami
nowych w procesie zmartwychwstania, który trwa od Twoich pierwszych narodzin.
Jak zawsze było wewnątrz, tak teraz jest i na zewnątrz. Policz ten następny dar.
Czy Twój umysł jest słaby? Czy już nie myślisz samodzielnie? Nie.
Twój mózg jest najbardziej złożoną strukturą we wszechświecie.
Ja to wiem. W tym półtorakilogramowym narządzie mieści się trzynaście miliardów komórek nerwowych,
ponad dwa razy więcej niż ludzi na ziemi.
Abyś mógł zapamiętać każde wrażenie, każdy dźwięk, smak, zapach, ruch,
jakich doświadczyłeś od dnia swoich narodzin,
umieściłem w komórkach mózgu ponad miliard bilionów cząsteczek białka.
Zapisane są w nich wszystkie wydarzenia Twojego życia, które czekają tylko, byś je sobie przypomniał.
Aby umożliwić mózgowi kontrolę nad ciałem,
wyposażyłem go w cztery miliony receptorów bólowych,
pięćset tysięcy receptorów dotyku i ponad dwieście tysięcy receptorów ciepła.
Żaden skarbiec złota nie jest lepiej strzeżony od Ciebie.
Żaden ze starożytnych cudów świata nie jest większy od Ciebie.
Jesteś moim najdoskonalszym dziełem. Energia atomów tkwiąca w Tobie wystarczy,
by zniszczyć największe miasta świata... i odbudować je. Czy jesteś nędzarzem?
Czy nie ma złota i srebra w Twojej sakiewce? Nie. Jesteś bogaczem!
Dopiero co zliczyliśmy wspólnie Twoje bogactwa. Przestudiuj listę.
Policz je raz jeszcze. Podlicz swoje aktywa. Dlaczego zdradziłeś samego siebie?
Dlaczego płakałeś, że zostały Ci zabrane wszystkie dary dane człowiekowi?
Dlaczego oszukiwałeś się, że nie masz w sobie mocy, by odmienić swoje życie?
Czyż nie posiadasz talentu, rozumu, zdolności, nie odczuwasz pragnień i przyjemności,
nie odbierasz wrażeń, nie masz dumy? Czy nie ma w Tobie nadziei?
Dlaczego kulisz się w cieniu, pokonany olbrzym, oczekując tylko,
by w litościwie zabrano Cię w upragnioną pustkę, w piekielną otchłań?
Masz tak wiele. Twoje dary przepełniają kielich. Ale nie pamiętałeś o nich,
jak dziecko zepsute wychowaniem w luksusie, chociaż ja szczodrze
i stale Cię nimi opsypuję. Odpowiedz mi. Odpowiedz sam sobie. Jakiż bogacz, stary,
chory, słaby i bezradny, nie oddałby całego złota ze swego skarbca za dary,
które traktowałeś tak lekko! Poznaj zatem pierwszy sekret szczęścia i powodzenia:
posiadasz, nawet w tej chwili, wszystkie dary potrzebne do zdobycia wielkiej chwały.
Są one Twoim skarbem, narzędziami, którymi będziesz budował, począwszy od dzisiaj,
podstawy nowego, lepszego życia. Zaprawdę powiadam Ci, licz swoje dary i wiedz,
że już teraz jesteś moim najwspanialszym dziełem. To jest pierwsze prawo,
któremu musisz być posłuszny, aby dokonać największego cudu świata, powrócić do człowieczeństwa ze śmierci za życia.
Bądź też wdzięczny za lekcje, których nauczyłeś się, żyjąc w biedzie.
Albowiem nie ten jest biedakiem, kto niewiele posiada, lecz ten,
kto za wiele pragnie. A prawdziwie bezpieczne życie nie zależy od rzeczy,
które człowiek posiada, lecz od tych, bez których potrafi się obejść.
Gdzie są przeszkody, w których upatrujesz źródło swoich porażek?
Istniały tylko w Twoim umyśle. Licz swoje dary.
Drugie prawo podobne jest do pierwszego. Głoś swoją cudowność.
Skazałeś siebie na to, by być gliną na poletku garncarza i leżałeś tam,
niezdolny wybaczyć sobie, że upadłeś, zabijając się samooskarżeniami,
nienawiścią i wstrętem do sobie na myśl o niegodziwościach,
jakich się dopuściłeś wobec siebie samego i innych. Czy to Cię nie zdumiewa?
Czy nie zastanawiasz się, dlaczego ja potrafię Ci wybaczyć Twoje upadki,
grzechy, żałosne zachowanie, a Ty nie potrafisz wybaczyć sobie?
Zwracam się teraz do Ciebie z trzech powodów. Potrzebujesz mnie.
Nie należysz do stada pędzącego na zatracenie w szarej masie miernoty.
Jesteś rzadkim klejnotem. Pomyśl o obrazie Rembrandta, rzeźbie Degasa,
skrzypcach Stradivariusa albo sztuce Szekspira.
Te dzieła mają wartość z dwóch powodów: ich twórcy to mistrzowie i jest ich niewielu.
Ale każde z tych dzieł ma sobie podobne. Zgodnie z tym rozumowaniem,
ty jesteś najcenniejszym skarbem na ziemi, bo wiesz, kto Cię stworzył i jesteś jedyny.
Pośród siedemdziesięciu miliardów ludzi, którzy chodzili i chodzą
po tej planecie od zarania dziejów, nigdy nie było na niej nikogo dokładnie takiego
samego jak Ty.
Nigdy, aż po kres wszelkiego istnienia, nie będzie nikogo takiego jak Ty.
Nie wiedziałeś o swojej niepowtarzalności i nie doceniałeś jej.
A przecież jesteś jedyny na świecie. Z ciała Twego ojca w chwili najwyższego uniesienia
wytrysnęła olbrzymia ilość nasionek miłości, ponad czterysta milionów.
Wszystkie one, poruszając się w łonie Twej matki, obumarły.
Wszystkie z wyjątkiem jednego. Ciebie.
Ty jedyny przetrwałeś w przyjaznym cieple matczynego ciała, szukając swojej drugiej połówki, pojedynczej komórki tak maleńkiej, ż
e potrzeba by takich ponad dwa miliony, by wypełnić skorupkę żołędzia.
I pomimo znikomych szans, jakie miałeś w tym ogromnym zgubnym oceanie ciemności,
nie ustałeś, znalazłeś tę nieskończenie małą komórkę, złączyłeś się z nią
i rozpocząłeś nowe życie. Twoje życie. Przybyłeś na świat, przynosząc ze sobą
- jak każde dziecko - przesłanie, że bynajmniej nie zniechęciłem się do człowieka.
Dwie komórki złączyły się, tworząc cud: setki genów zawierających się w każdym
z dwudziestu trzech chromosomów każdej z nich określą wszystkie Twoje cechy,
kolor oczu, Twój wygląd, wielkość mózgu.
Połączyłem jedną komórkę Twojej matki z jedną wybraną spośród czterystu milionów
komórek Twego ojca. Rozporządzając ponadto wielu możliwymi kombinacjami
zawartymi w nich genów, mogłem stworzyć trzysta bilionów istot ludzkich,
każdą inną. A kogo stworzyłem? Ciebie! Jedynego w swoim rodzaju.
Najrzadszy z rzadkich klejnotów, bezcenny skarb, istotę wyposażoną w zalety umysłu,
mowy, powierzchowności, zdolność poruszania się i działania,
niepodobną do nikogo, kto kiedykolwiek żył,
żyje czy żyć będzie. Dlaczego ceniłeś się w groszach,
podczas gdy wart jesteś królewskiego okupu? Dlaczego słuchałeś tych,
co Cię pomniejszali i co gorsza, dlaczego im uwierzyłeś? Przyjmij radę.
Nie ukrywaj już dłużej swojej cudownośći pod korcem, wynieś ją na światło.
Pokaż światu. Nie chodź śladami Twojego brata, nie naśladuj mowy Twoich przywódców
ani nie trudź się jak ludzie mierni. Nigdy nie rób czegoś tak jak inni.
Nie naśladuj. Skąd bowiem wiesz, że nie pójdziesz za złym przykładem?
Kto tak postąpi, zawsze posuwa się dalej w czynieniu zła,
podczas gdy naśladujądemu dobro nigdy nie udaje się to w pełni.
Nikogo zatem nie naśladuj. Bądź sobą. Pokaż swoją cudowność światu,
a ludzie obsypią Cię złotem. To jest drugie prawo. Głoś swoją cudowność.
Tak więc poznałeś dwa prawa. Licz swoje dary! Głoś swoją cudowność!
Nic nie stoi Ci na przeszkodzie. Nie jesteś mierny. Kiwasz potakująco głową.
Zmuszasz się do uśmiechu. Przyznajesz, że sam się oszukiwałeś.
Przejdźmy do Twojej drugiej skargi. Uważasz, że omijają Cię wszelkie okazje?
Przyjmij moją radę, a to się odmieni,
albowiem oto podam Ci prawo osiągania powodzenia w każdym przedsięwzięciu.
Wiele stuleci temu prawo to ogłoszono Twoim pradziadom ze szczytu góry.
Niektórzy go posłuchali i patrz - oto zebrali w życiu owoce: zdobyli szczęście, w
ykształcenie, złoto, spokój ducha. Większość nie posłuchała,
lecz szukała sposobów magicznych, krętych ścieżek albo oczekiwała,
że diabeł zwany szczęśliwym trafem przyniesie im życiowe bogactwa.
Czekali na próżno, tak jak i Ty czekałeś. A potem płakali, tak jak Ty płakałeś,
uważając, że szczęście omija ich z mojej woli. Prawo jest proste.
Młodzieniec czy starzec, żebrak czy król, człowiek biały czy czarny,
mężczyzna czy kobieta - wszyscy mogą wykorzystać jego sekret dla siebie;
albowiem spośród wielu zasad osiągania powodzenia,
przekazywanych ustnie bądź w pismach, jedna tylko nigdy nie zawiodła:
"A kto by Cię przymuszał, żebyś szedł z nim jedną milę, idź z nim i dwie".
To zatem jest trzecie prawo. Sekret, który przyniesie Ci bogactwa i uznanie,
o jakich nie śniłeś. Przejdź następną milę!
Jedyny pewny sposób osiągnięcia sukcesu to służyć więcej
i lepiej niż się od Ciebie oczekuje, niezależnie od rodzaju wykonywanej pracy.
Zwyczaj tez stosowali od zarania dziejów wszyscy, którym się powiodło.
Dlatego powiadam Ci: najpewniej skażesz się na przeciętność, pracując tylko tyle,
za ile Ci płacą. Nie czuj sie oszukany, jeśli praca Twoja warta jest więcej niż srebro, które otrzymujesz.
Albowiem w życiu obowiązuje prawo wahadła i jeśli Twój trud nie zostanie wynagrodzony dzisiaj,
wahadło cofnie się jutro, zwracając Ci wszystko dziesięciokrotnie.
Człowiek przeciętny nigdy nie idzie następnej mili, uważając, że na tym traci.
Ale Ty nie jesteś przeciętny. Przejście następnej mili jest przywilejem,
na który musisz sobie zasłużyć własną inicjatywą.
Nie wolno Ci tej dodatkowej drogi unikać.
Zaniechasz jej, będziesz robił nie więcej niż inni
a odpowiedzialność za porażkę spadnie tylko na Ciebie.
Nieotrzymanie sprawiedliwej zapłaty za służbę jest nie bardziej możliwe niż uzyskanie jej za nie wykonaną pracę.
Przyczyny i skutku, środków i celów, nasienia i owocu nie sposób rozdzielić.
Skutek już rozkwita w przyczynie, cel kryje się w środkach, a owoc w nasieniu.
Przejdź następną milę. Nie martw się, jeśli służysz niewdzięcznemu panu.
Służ mu lepiej. A zamiast niego ja niech będę Twoim dłużnikiem,
wtedy bowiem poznasz, że każda chwila dodatkowej służby,
każdy dodatkowy wysiłek będą wynagrodzone.
I nie martw się, gdyby Twoja nagroda nie nadchodziła szybko,
bo im dłużej jej nie otrzymujesz, tym lepiej dla Ciebie...
Procent składany od składanego procentu to największa korzyść z tego prawa.
Nie możesz domagać się sukcesu, możesz nań tylko zasłużyć.
A teraz poznałeś wielką tajemnicę, jak stać się godnym tej rzadkiej nagrody.
Przejdź następną milę! Gdzież jest równina, skąd wznosił się Twój krzyk,
że omijają Cię okazje? Rozejrzyj się wokół siebie. Spójrz, tam gdzie wczoraj taplałeś się
w błocie użalania się nad sobą, teraz kroczysz wyprostowany po królewskim dywanie.
Nic się nie zmieniło... poza Tobą; ale Ty jesteś wszystkim.
Jesteś moim największym cudem. Jesteś największym cudem świata.
A zatem trzy są prawa osiągania szczęścia i powodzenia. Licz swoje dary!
Głoś swoją cudowność! Przejdź następną milę! Bądź cierpliwy w kroczeniu naprzód.
Liczenia darów z wdzięcznością, głoszenia swojej cudowności z dumą,
przejścia następnej mili, a potem jeszcze jednej - tego nie nauczysz się,
ani nie dokonasz w mgnieniu oka. Licz to, co zdobywasz z największym trudem,
najdłużej zachowujesz; podobnie ten, kto zapracował na fortunę,
bardziej o nią dba niż jego spadkobiercy. Nie lękaj się, wchodząc w nowe życie.
Każdej szlachetnej zdobyczy towarzyszy ryzyko. Kto boi się ryzyka,
niech nie oczekuje zwycięstwa. Teraz wiesz, że jesteś cudem.
Jako cud jesteś nieustraszony. Bądź dumny.
Nie jesteś chwilowym kaprysem beztroskiego stwórcy eksperymentującego w laboratorium życia.
Nie jesteś niewolnikiem niepojętych sił. Nie stworzyła Cię żadna inna siła poza moją,
żadna miłość poza moją. Jesteś jej swobodnym przejawem. Stworzyłem Cię celowo.
Poczuj moją dłoń. Usłysz moje słowa. Potrzebujesz mnie i ja potrzebuję Ciebie.
Musimy odbudować świat; a jeśli to wymaga cudu, cóż to dla nas znaczy?
Obaj jesteśmy cudami i teraz mamy siebie nawzajem.
Nigdy nie utraciłem wiary w Ciebie, od chwili gdy wyprowadziłem Cię z oceanu
i postawiłem bezradnego na piasku.
Według Twojej miary czasu stało się to ponad pięćset milionów lat temu.
Próbowałem wielu modeli, wielu kształtów, wielu rozmiarów,
aż wreszcie około trzydziestu tysięcy lat temu nadałem Ci formę doskonałą.
Potem już przez wszystkie te lata nie czyniłem żadnych ulepszeń.
Jak bowiem można ulepszyć cud? Spoglądałem na Ciebie z zachwytem i byłem zadowolony.
Dałem Ci ziemię i uczyniłem jej panem. Następnie, by umożliwić Ci rozwinięcie w pełni Twoich możliwości,
położyłem raz jeszcze rękę na Tobie i obdarzyłem Cię mocami,
jakich nie zna żadne inne stworzenie we wszechświecie po dziś dzień.
Dałem Ci moc myślenia. Dałem Ci moc miłości. Dałem Ci moc woli.
Dałem Ci moc śmiania się. Dałem Ci moc wyobraźni.
Dałem Ci moc tworzenia. Dałem Ci moc planowania. Dałem Ci moc mowy.
Dałem Ci moc modlitwy. Byłem z Ciebie bezgranicznie dumny.
Stworzyłem dzieło doskonałe, największy cud. Pełną żywą istotę.
Kogoś, kto potrafi się przystosować do każdego klimatu, znieść wszystkie trudy,
podjąć każde wyzwanie. Kogoś, kto potrafi rządzić swym przeznaczeniem bez mojej interwencji.
Kogoś, kto potrafi działać na podstawie wrażeń i odczuć, kierując się nie instynktem, lecz myśląc i rozważając,
jakie działanie będzie najlepsze dla niego i całej ludzkości.
Dochodzimy teraz do czwartego prawa powodzenia i szczęścia.
Dałem Ci bowiem jeszcze jedną moc, moc tak wielką,
że nie posiadają jej nawet moi aniołowie. Dałem Ci wolność wyboru.
Wyposażając Cię w ten dar, wyniosłem Cię ponad aniołów.
Aniołowie bowiem nie mają wolności wyboru grzechu.
Dałem Ci absolutną władzę nad Twoim losem. Pozwoliłem, byś sam kształtował siebie zgodnie w własną wolną wolą.
Ani niebiański, ani ziemski z natury, uzyskałeś wolność formowania siebie wedle własnego życzenia.
Mogłeś wybrać upadek w najniższe formy życia, ale także, kierując się osądem duszy,
ponowne narodziny w wyższych formach istnienia, boskich.
Nigdy nie odebrałem Ci tej wielkiej mocy - wolności wyboru.
Cóż uczyniłeś z tą potężną mocą? Spójrz na siebie.
Pomyśl, jakich wyborów dokonałeś w życiu i przypomnij sobie te gorzkie chwile,
kiedy chętnie padłbyś na kolana, prosząc o możliwość wybrania raz jeszcze.
Lecz co minęło, to minęło... A teraz znasz już czwarte prawo szczęścia i powodzenia.
Używaj mądrze swej wolnej woli. Wybieraj miłość, a nie nienawiść.
Wybieraj śmiech, a nie płacz. Wybieraj tworzenie, a nie niszczenie.
Wybieraj wytrwałość, a nie rezygnację. Wybieraj pochwałę, a nie obmowę.
Wybieraj uleczanie, a nie zadawanie ran. Wybieraj dawanie, a nie kradzież.
Wybieraj działanie, a nie gnuśność. Wybieraj rozwój, a nie gnicie.
Wybieraj modlitwę, a nie przeklinanie. Wybieraj życie, a nie śmierć.
Teraz wiesz, że Twoje nieszczęścia nie spotkały Cię z mojej woli,
albowiem w Tobie jest wszelka moc; nagromadzone uczynki i myśli,
które zawiodły Cię na ludzkie śmietnisko, to był Twój wybór, a nie mój.
Moce, którymi Cię obdarzyłem, okazały się zbyt wielkie wobec Twojej małości.
Ale teraz wyrosłeś wysoki i mądry i Twoje będą wszelkie owoce ziemi.
Jesteś czymś więcej niż skończonym bytem: Ty się stajesz.
Zdolny jesteś do wielkich cudów. Twoje możliwości są nieograniczone.
Które jeszcze spośród moich stworzeń opanowało ogień?
Które jeszcze pokonało grawitację, przebiło niebiosa, zwycięża choroby,
plagi i suszę? Nigdy więcej nie pomniejszaj siebie.
Nigdy więcej nie nastawiaj się na zadowalanie okruszynami ze stołu życia.
Nigdy więcej od dzisiaj nie ukrywaj swoich talentów.
Wspomnij dziecko, które mówi: `Kiedy będę dużym chłopcem...`. Ale cóż to znaczy?
Albowiem duży chłopiec powiada: `Kiedy dorosnę...`. A gdy dorośnie, mówi:
"Kiedy się ożenię...". I w końcu - cóż to oznacza?
W miejsce tej myśli pojawia się wkrótce:
`Kiedy przejdę na emeryturę...`.
Przychodzi pora emerytury i człowiek patrzy wstecz na przebytą krainę.
Hula po niej zimny wicher: wszystko w życiu jakoś mu umknęło i nic nie pozostało.
Ciesz się każdym dniem, dzisiaj... i jutro, jutro.
Dokonałeś największego cudu świata. Zmartwychwstałeś ze śmierci za życia.
Nie będziesz już użalał się nad sobą, a każdy nowy dzień będzie wyzwaniem
i radością. Narodziłeś się ponownie... lecz tak samo jak poprzednio,
możesz wybrać porażkę i rozpacz, albo powodzenie i szczęście.
Wybór należy do Ciebie. Wyłącznie do Ciebie. Ja mogę się tylko przyglądać,
tak jak przedtem - z dumą lub smutkiem.
Zapamiętaj więc cztery prawa szczęścia i powodzenia.
Licz swoje dary. Głoś swoją cudowność. Przejdź następną milę.
Używaj mądrze swej mocy wolnej woli. I zapamiętaj jeszcze jedno,
które dopełni te cztery: Rób wszystko z miłością - miłością do siebie,
miłością do ludzi, miłością do mnie. Obetrzyj łzy.
Wyciągnij rękę, uchwyć moją dłoń i wyprostuj się.
Pozwól, bym przeciął całun, który Cię krępował.

Perła



Pewien człowiek. Zwyczajny. Jak każdy. Nie wyróżniający się z tłumu wyglądem, siłą, ani intelektem. Szary, standardowy obywatel. Ten człowiek... znalazł kiedyś perłę.
Było to o tyle dziwne zjawisko, że nie był wcale poławiaczem, a znalazł ją, przesiewając dłonią w zamyśleniu złocisty piasek nadmorskiej plaży. Należałoby raczej powiedzieć, że to perła znalazła tego człowieka, a właściwie wybrała go sobie na tego, któremu pozwoliła się odnaleźć i w którego ręce się oddała. Dlaczego to zrobiła? Jaki był powód, że akurat tego wybrała? Nie możemy tego wiedzieć, bo czy ktoś rozumie perły?
Możemy jednak stwierdzic jedno: perły bardzo rzadko zmieniają wybór (chyba, że trafią na poławiacza, bo wtedy nie mają wyboru). Ta perła wybrała swojego znalazcę i nie był on poławiaczem, istniało więc duże prawdopodobieństwo, że będzie mogła cieszyc go swym pięknem bardzo długo. Zalśniła delikatnie w słońcu, jakby na próbę, żeby sprawdzić, jakie wywiera wrażenie.
Człowiek był nią zachwycony. Nigdy nie przypuszczał, że bedzie posiadał taki piękny klejnot. Jej opalizująca delikatnie powierzchnia nie przypominała niczego, co widział do tej pory. Jakiś człowiek przechodził nieopodal i zakrzyknął "dzień dobry". Znalazca nie odpowiedział, tylko obrzucił intruza wrogim spojrzeniem. "Na pewno chce mi odebrać moją perłę". Pomyślał, po czym zamknął w dłoni swój klejnot.
Od tej pory żył w ciągłym strachu, że straci to, co tak nieoczekiwanym zrządzeniem losu uzyskał. Czujnie obserwował wszystkich wokoło i kipiał w nim gniew, gdy tylko ktoś spojrzał na jego perłę. Nie chciał dopuścić do tego, by miała jakąkolwiek okazje wybrania sobie innego własciciela. Zajęty odpędzaniem intruzów przestał zwracać uwagę na jej piękno.
Nie zauważył, że stopniowo zaczęła tracić swój blask. Nadal jednak trwała przy nim w nadziei, że wzbudzi w nim zachwyt choć raz jeszcze. Bo perły, jak zapewne wiecie czerpią energię życiową z podziwu, jakim są darzone przez tych, którzy ich piękno potrafią docenić. Nieszczęsna perła, strzeżona dzień i noc przed wzrokiem ciekawskich, a i przez swego znalazcę już niedoceniana, straciła swój blask. Jej powierzchnia zrobiła się matowa, potem ściemniała, aż zaczęły powstawać na niej rysy i pęknięcia.
Wtedy perła z dużym smutkiem i bólem podjęła decyzję, że odejdzie od swego znalazcy. Nie odeszła jednak dlatego, że przestał o nia dbać, lecz dlatego, że nie potrafiła już wzbudzić w nim zachwytu. Bo perła nigdy nie obarczy winą swego znalazcy. One bardzo rzadko zmieniają wybór. Tego dnia perła zagubiła sie tak samo nagle i niespodziewanie, jak kiedyś się znalazła. Po paru godzinach była już z powrotem w słonych głębinach oceanu, gdzie miała szansę odzyskać chociaż część dawnego blasku.
Tymczasem człowiek dopiero teraz zrozumiał swój błąd. Bo dopiero po stracie potrafimy docenić szczęście, które było naszym udziałem. Rozpaczał on długo po zniknięciu perły i choć codziennie chodził nad brzeg morza przesiewać dłonią piasek, to już nigdy jej nie zobaczył. A perły bardzo rzadko zmieniają wybór. Jednej rzeczy, którą zrozumiał uczył od tamtej pory wszystkich swych synów i wnuków, by nie popełnili oni już nigdy tego błedu.

Pamiętaj, gdy odnajdziesz perłę, nie martw się, że inni na nią patrzą. To Ty ją znalazłeś a perły bardzo rzadko zmieniają wybór.
Dbaj o nią, a ona odwdzięczy ci się swoim blaskiem.
Innych zaś podziw dla niej, niech będzie dla ciebie powodem do dumy, której nie zapomnij okazać. Perła, która wie, że jesteś z niej dumny będzie swym blaskiem przyćmiewała brylanty...

Dom...

Kiedy Edi wracał ciemną, pustą ulicą wielkiego miasta, każdego dnia marzył, marzył, aby tam, dokąd zmierza paliło się światło, płonął ogień, aby tam było ciepło, był Ktoś, Kto na niego czeka i wita go pogodnym uśmiechem, a wokół roznosiły się zapachy potraw gotowanych w domowej kuchni. Zmęczony, smutny, ze spuszczoną głową samotnie kroczył ze wzrokiem utkwionym gdzieś w dali i choć jeszcze mrok nie pokrył okolicy, było jeszcze jasno, nie widział nic z otaczającego go świata. Dostrzegał nic wokół siebie, mijanych domów, pędzących samochodów, gwaru dochodzącego z otwartych okien. Przed oczyma miał tylko obrazy, które powstały w jego wyobraźni, marzeniach, snach, pragnieniach, a może to koszmary, które dręczyły jego pragnienia?. Jak senne miraże przesuwały się przed jego oczyma ściany w ciepłych, spokojnych kolorach, jego domu, ściany, na których wisiały najdziwniejsze przedmioty, najczęściej pamiątki z dalekich podróży, wspomnienia, fotografie znajomych miejsc, odtwarzające przeżyte przygody, z ram wiszących na ścianach spoglądały twarze bliskich, uśmiechających się do niego, serdecznych, kochanych osób?
Już od wejścia czuć było ciepło, dziwny spokój i nawet uczucia unoszące się delikatnie w powietrzu, wszystko to drażniło zmysły, a rozchodzące się z kuchni aromaty gotowanych potraw i kwiaty, wszędzie kwiaty witające go radosnym uśmiechem wypełniające całe pomieszczenie sprawiały ze na duszy, w serce robiło się tak miło, ciepło, bezpiecznie.
Było tutaj tak cicho, tak ciepło, przytulnie, panował cudowny spokój, specyficzna cisza, choć z głośnika dobiegała przyciszona muzyka, choć za otwartym oknem słychać było gwar przechodzących ludzi, odgłosy przejeżdżających samochodów, głosy dochodzące z oddali tętniącego życiem ogromnego miasta.
W tym skromnym azylu domowego zacisza, w każdym jego miejscu czuło się ciepło płomieni domowego ogniska, dobroci, zrozumienia, spokoju, bezpieczeństwa, miłości,..............Tutaj z każdego zakamarka uśmiechały się do niego wspomnienia pięknych wspaniałych chwil spędzonych w gronie przyjaciół, kolegów, bliskich kochanych serdecznych osób.
Każdy mebel, każdy sprzęt, miał tu dusze i starał się szeptać ciepłym głosem- jestem z tobą, dla ciebie. Kiedy siadał w fotelu wydawało się jakby otulały do ramiona ukochanej osoby, delikatnie, czule. Stół, biurko zapraszały dziwnym ciepłem, jakby szepcząc usiądź przy mnie, wydawało się to wszystko takie zaczarowane, bajkowe a jednak takie zwykłe, normalne, codzienne.
Wśród tych wszystkich, czasem dziwnych przedmiotów bijących blaskiem, zawsze świeciło słońce, unosiła się nad nimi nutka radości i zawsze było zielono, ciepło, miło, bezpiecznie, dobrze, tak bardzo dobrze. Czasem, kiedy widział to wszystko miał wrażenie, że musi gdzieś być takie miejsce a na pewno jest, to musi to być Eden, Raj.
Tylko w TAM, właśnie tam, Ktoś bliski, kochany wita go pogodnym uśmiechem, dobrym ciepłym słowem, całuje na powitanie, na stole stawia gorący pachnący posiłek, troszczy się myśli i martwi o niego. To cudowne uczucie, ta świadomość, że jest się Kimś ważnym, potrzebnym, bliskim i kochanym,.......
Czasami to pragnienie wyciskało łzy w jego oczach, bolało serce, strudzone, biło tak mocno, że wydawało się, iż wyskoczy z piersi, pęknie z tęsknoty za tym marzeniem. Wszystkie te myśli sprawiały, że marzył, marzył o popołudniowym spacerze, wieczorze przy świecach w ramionach ukochanej, o snuciu planów na dziś, jutro, przyszłość........... Pragną przed snem objąć ramionami wszystko, wszystko, co bliskie, kochane, dobre, wszystko co ma i trzymać w tym uścisku aż do utraty tchu, aż do świtu. Do chwili, w której słońce delikatnymi, porannymi promykami obudzi nowy, kolejny dzień z reszty jego życia.
Kiedy jednak otworzył oczy, czar marzenia prysł, znów zobaczył tylko szarość, wokół samotność, smutek, pędzący do przodu świat, zabieganych ludzi o kamiennych ponurych obliczach, którzy w tym pędzie nie zauważali nic wokół siebie. Poczuł się taki obcy w tym świecie, tylko pustka, samotność a serce przepełniała gorycz i rozpacz po stracie tego, co miał, chciał, pragnął mieć, o czym marzył i co miało być piękne, dobre, cudowne, co stanowiło esencje życia dawało poczucie bezpieczeństwa, spokoju, radości.
Zadawał sobie często pytanie, dlaczego tak jest? Dlaczego ten świat, ludzie nie dostrzegają tego, co jest takie piękne, dobre i daje spokój, radość spełnienia? Nie umiał sobie wytłumaczyć tego pędu przed siebie, tego zgiełku zamieszania, pogoni za tak do końca nie wiadomo czym, w której zapomina się, gubi te drobne, ale jakże ważne chwile, dzięki którym jesteśmy ludźmi, uśmiechamy się do siebie, podajemy dłoń na powitanie. Nie mógł zrozumieć, dokąd zmierza ten świat i ludzie, bo są przecież ludźmi tylko trochę zagubionymi w tym chaosie życia, codzienności. Czy to tak trudno zwolnić, zatrzymać się, spojrzeć wokół siebie. Zobaczyć choćby staruszka, siedzącego na ławeczce, dziecko na huśtawce, kwiaty na klombie, ptaki szybujące po niebie? Usłyszeć śpiew ptaków, szum wiatru w koronach drzew, ciepły radosny śmiech drugiego człowieka. Czy to w ogóle możliwe, czy jest takie miejsce i gdzie???????????
Jeśli wiesz, znasz takie miejsce, to dbaj o nie, pielęgnuj i powiedz, powiedz o tym ludziom, światu, aby i oni mogli spełnić swoje marzenia, marzenia o zwykłym prostym radosnym życiu. Może kiedyś i Edi odnajdzie takie miejsce, przyjdzie i dla niego taki czas, może........................ Tylko czy wystarczy na to życia???????????????? Biegnie przecież tak szybko, mijają chwile, tak szybko mija dzień za dniem, godzina za godziną...........

Zrozumieć świat...

Była kiedyś duszyczka, która wiedziała, że jest światłością, młoda i przeto żądna doświadczenia. "Ja jestem światłością", powiadała. "Ja jestem światłością". Jednak świadomość ani powtarzanie tego nie mogły zastąpić doświadczenia siebie jako światłości. W świecie, z którego wywodziła się duszyczka panowała wyłącznie jasność. Każda dusza była wspaniała, każda niepowszednia, i każda błyszczała blaskiem Mojej światłości. Zatem owa duszyczka była niczym płomyk świecy na słońcu. Zanurzona w jasności, której stanowiła część, nie mogła siebie dostrzec, ani doświadczyć, Czym W Istocie Jest. Stało się więc, że duszyczka zapragnęła siebie poznać. Tak mocne było jej pragnienie, że pewnego dnia powiedziałem: "Czy wiesz, Maleńka, co musisz uczynić, aby zaspokoić to swoje pragnienie?"; "Co takiego, Boże? Co? Nie cofnę się przed niczym!", odparła duszyczka. "Musisz odłączyć się od nas", rzekłem, "a potem pogrążyć się w ciemności". "A czymże jest ciemność, o Przenajświętszy?", spytała duszyczka. "Wszystkim, czym nie jesteś ty", wyjaśniłem i duszyczka zrozumiała. Tak więc oddzieliła się od Całości i zstąpiła do innego świata. A w tym świecie miała moc ściągania na siebie wszelkich odmian mroku. I tak postąpiła. Lecz pośród owych zgromadzonych ciemności zawołała, "Ojcze, Ojcze, dlaczego mnie opuściłeś?." Ja i wy to czynicie w swej najczarniejszej godzinie. Ale przecież ja nigdy was nie porzuciłem, zawsze stoję u waszego boku, gotów przypomnieć wam, Czym W Istocie Jesteście; zawsze gotów przyjąć was z powrotem do siebie. Zatem, bądźcie światłem w ciemności i nie przeklinajcie jej. I nawet kiedy osaczy was to, czym nie jesteście, nie zapominajcie swej prawdziwej istoty. Głoście chwałę stworzenia, nawet gdy chcecie wnieść doń zmiany. I wiedzcie, iż to, jak się zachowacie w chwili najcięższej próby, może stać się zaczynem najwspanialszego triumfu. Albowiem stwarzane przez was doświadczenie jest wyrazem tego, Czym W Istocie Jesteście - I Czym Pragniecie Być.

* Przytoczyłem Ci tą przypowieść o duszyczce i słońcu, abyś lepiej zrozumiał, dlaczego świat jest tak urządzony - i w jaki sposób wszystko może ulec zmianie z chwilą, kiedy każdy przebudzi się do Boskiej prawdy swej najwyższej rzeczywistości.

Móc wybaczyć...

"Możesz wybrać dowolny aspekt Boskości, jakim pragniesz być", oznajmiłem Duszyczce. "Jesteś Absolutną Boskością, która siebie doświadcza. Jakiego jej aspektu pragniesz teraz doświadczyć jako siebie?". "Mam co do tego wybór?", dopytywała się Duszyczka. "Tak", odparłem. "Możesz doświadczyć dowolnego aspektu Boskości przez siebie jako siebie". "W takim razie wybieram Wybaczenie. Chcę doświadczyć Wybaczającej Strony Boga". Powstał jednak pewien problem, jak się domyślasz. Nie było nikogo, komu można by wybaczyć. Moim dziełem była sama Doskonałość i Miłość. "Nie ma nikogo, komu można by wybaczyć?", nie dowierzała Duszyczka. "Nikogo", powtórzyłem. "Rozejrzyj się dokoła. Czy dostrzegasz jakieś dusze, które ustępują ci w swej doskonałości, w swej wspaniałości?". Na to Duszyczka się zakręciła i ze zdumieniem spostrzegła, że otaczają ją zewsząd dusze. Wszystkie one zebrały się tam na wieść o tym, iż pewna duszyczka wiedzie niezwykłą rozmowę z Bogiem. "Nie widzę żadnej, która ustępowałaby mi w swej doskonałości", rzekła duszyczka. "Komu więc mam wybaczać?". Wtedy wysunęła się z tłumu Przyjazna Dusza, która oznajmiła: "Możesz wybaczyć mi". "Ale co?", spytała Duszyczka. "Spotkam się z tobą w twym następnym życiu i zrobię ci coś, co będziesz mogła mi wybaczyć", odparła Przyjazna Dusza. "Ale co? Co takiego możesz mi uczynić ty, doskonała istota Światłości, abym musiała ci to wybaczyć?", pytała Duszyczka. "Och", uśmiechnęła się Przyjazna Dusza, "na pewno coś się wymyśli". "Ale po co miałabyś to robić?" Duszyczka nie mogła pojąć, dlaczego tak doskonała istota chciała się zniżyć do takiego poziomu, aby mogła naprawdę zrobić coś "złego". "To proste", odpowiedziała Przyjazna Dusza. "Z miłości do ciebie. Przecież pragniesz doświadczyć swej Jaźni jako Wybaczającej. Poza tym, ty dla mnie uczyniłaś to samo". "Naprawdę?", zdziwiła się Duszyczka. "Nie pamiętasz? Byłyśmy już wszystkim, ty i ja. Dołem i Górą, Prawym i Lewym. Byłyśmy Tu i Tam, Teraz i Wtedy. Byłyśmy Małym i Dużym, Męskim i Żeńskim, Dobrym i Złym. Byłyśmy Wszystkim, każda z nas". "Tak się umówiłyśmy wcześniej, aby każda z nas mogła doświadczyć siebie jako Najświetniejszej Cząstki Boga. Zrozumiałyśmy bowiem, że... "W braku tego, Czym Nie Jesteś, to, Czym JESTEŚ, NIE może zaistnieć". "Gdy nie ma "zimna", nie możesz doświadczyć "ciepła".

Gdy nie ma "smutku", nie możesz zaznać "szczęścia", bez tego, co zwiemy "złem", nie może wystąpić doświadczenie tego, co nazywacie "dobrem". Jeśli postanowisz być czymś, aby stało się to możliwe, gdzieś w twoim wszechświecie musi pojawić się tego przeciwieństwo". Proszę tylko o jedną rzecz w zamian", oświadczyła Przyjazna Dusza. "Cokolwiek zechcesz! Cokolwiek!", zawołała Duszyczka. Była podekscytowana wiedząc teraz, że może doświadczyć każdego aspektu Boga. Rozumiała już Wyższy Porządek". "W chwili kiedy zadam ci cios", powiedziała Przyjazna Dusza, "w chwili kiedy dopuszczę się wobec ciebie najgorszego, co możesz sobie wyobrazić, w tejże chwili... pamiętaj, Kim Jestem w Istocie". "Na pewno nie zapomnę!", obiecała Duszyczka. "Zawsze będziesz w moich oczach tak doskonała jak teraz i nie zapomnę, Kim Jesteś, nigdy".

* A Ja obiecuję wam to samo, co obiecała Duszyczka. Ta jedna rzecz się nie zmienia. Ale czy ty, Moja Duszyczko, dotrzymałaś swego słowa? Jeśli nie, to nie smuć się. Zauważ, jak jest naprawdę, i podejmij decyzję wcielania nowej prawdy. Czyń to z radością. Bóg to nieskończone dzieło, tak jak i ty. I pamiętaj wciąż: Gdybyś widział siebie takim, jakim widzi ciebie Bóg, uśmiechałbyś się częściej. Idźcie więc i dostrzegajcie w sobie nawzajem swoją prawdziwą istotę.

Przeczytaj tę historię. Wczuj się w nią mocno. I wtedy zadecyduj jak zaczniesz jutrzejszy dzień... .

Michał jest takim człowiekiem, za którym raczej się nie przepada.
Jest zawsze w dobrym humorze i zawsze ma coś pozytywnego do powiedzenia.
Zapytany jak się czuje odpowiedziałby: "Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał!".
Był naturalnym motywatorem. Jeśli jakiś pracownik miał zły dzień,
Michał zawsze radził mu jak znaleźć pozytywną stronę tej sytuacji.
Widząc to, bardzo mnie to zaciekawiło. Pewnego dnia podszedłem więc do Michała i spytałem go:
"Nie rozumiem. Nie można być tak pozytywną osobą przez cały czas. Jak ty to robisz?"
Michał odpowiedział: "Każdego ranka gdy się budzę mówię sobie - "Michał, masz dzisiaj dwie możliwości
- możesz mieć dobry humor albo możesz mieć zły humor". I wtedy wybieram dobry humor.
Za każdym razem gdy wydarza się coś niedobrego,
mogę wybrać albo bycie ofiarą albo wyciągnąć z tego jakąś lekcję dla siebie.
I wybieram wyciągnięcie lekcji. Za każdym razem gdy przychodzi ktoś do mnie ponarzekać,
mogę wybrać zgodzenie się z nim albo pokazanie mu pozytywnej strony życia.
I wtedy wybieram pokazanie mu tej pozytywnej strony."
"Zaraz, to nie jest takie proste!" - zaprotestowałem.
"Ależ tak, to właśnie takie jest." - odpowiedział Michał.
"Życie polega na wyborach. Każda sytuacja jest wyborem.
Ty sam wybierasz jak zareagujesz na daną sytuację.
Ty wybierasz, jaki wpływ mają ludzie na twoje samopoczucie.
To ty wybierasz bycie w dobrym albo złym humorze.
Mówiąc krótko - to twój wybór, jak wygląda twoje życie.
" Zapamiętałem, co powiedział mi wtedy Michał.
Krótko potem opuściłem firmę, w której wtedy pracowałem i otworzyłem swoją własną.
Straciliśmy kontakt ze sobą, ale często przypominałem sobie Michała,
gdy dokonywałem wyborów w moim życiu, zamiast tylko reagować na zmiany sytuacji.
Kilka lat później dowiedziałem się, że Michał miał poważny wypadek.
Spadł z rusztowania z wysokości prawie 20 metrów.
Po 18-godzinnej operacji i wielu tygodniach rehabilitacji
Michał został zwolniony ze szpitala z wszczepionymi w plecy metalowymi prętami.
Spotkałem się z nim około 6 miesięcy po wypadku.
Kiedy spytałem jak się czuje odpowiedział: "Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał!
Chcesz zobaczyć moje blizny?" Nie chciałem, ale zapytałem o czym myślał w chwili wypadku.
"Pierwsze, co mi przyszło do głowy to moja córka, która niedługo miała się urodzić." - odpowiedział Michał.
"Później, gdy już leżałem na ziemi, pomyślałem sobie, że mam dwie możliwości: mogę wybrać - żyć albo umrzeć.
Wybrałem życie." "Nie byłeś przerażony? Nie straciłeś przytomności?" - spytałem.
Michał kontynuował: "Moi znajomi byli wspaniali. Mówili mi, że wszystko będzie dobrze.
Aż do momentu, kiedy zawieźli mnie do szpitala i zobaczyłem twarze lekarzy i pielęgniarek
- wtedy naprawdę się przeraziłem.
W ich oczach wyczytałem - "ten facet już nie żyje".
Wiedziałem, że muszę coś zrobić." "I co zrobiłeś?" - spytałem.
"Była tam taka duża, tęga pielęgniarka wykrzykująca różne pytania do mnie." - opowiadał dalej Michał.
"Spytała, czy jestem na coś uczulony. "Tak" - odpowiedziałem.
Lekarze i pielęgniarki przestali pracować, czekając na moją odpowiedź.
Wziąłem głęboki oddech i krzyknąłem "Grawitację". Oni zaśmiali się, a ja powiedziałem - "Wybieram życie"
Operujcie mnie jak żywego, a nie jak martwego."
Michał przeżył dzięki umiejętnościom lekarzy, ale również dzięki swojej niesamowitej postawie.
Nauczyłem się od niego, że codziennie możemy żyć pełnym życiem. To nasz wybór. Postawa jest wszystkim.


Przysiadłem na łóżku mego syna, przytuliłem;
Późno już, czas spać, mój mały.
Gdy trzymałem go czule, dziwny obraz zobaczyłem:
Moje ręce ... jak dłonie mego taty wyglądały.

Dobrze pamiętam te stare, chropowate odciski,
Czasami dwa, a czasem jeden paznokieć złamany.
A przez ten młotek, co chybił celu,
Zsiniały kciuk taty, taki kochany.

Pamiętam, że były szorstkie, niezwykle twarde,
Z mocą imadła cieśli wszystko trzymały.
Ale tuląc w nocy przestraszonego chłopca,
Tak delikatne i miłe się wydawały!

Jakżeż ciekawie musiały wyglądać te dłonie;
W oczach małego chłopca były niezwykłe.
Innych ojców dłonie czystsze się zdawały
( pewnie do biurowej pracy nawykłe ).

Gdy byłem młody, rzadko o tym myślałem,
Dlaczego dłonie taty takie się stały;
Umiłowanie ciężkiej pracy, gdzie pył i smary,
Zardzewiałe rury, które taki im wygląd nadały.

Myślę o tym, co było, i o tym, co będzie,
Gdy pewnego dnia mój czas nadejdzie.
Moje pomarszczone dłonie zapłoną światłem,
A miłość taty na syna przejdzie.

Nie obchodzą mnie siniaki ani zmarszczki tu czy tam,
Ani młotek, który chybił celu.
Gdy syn ujmie me dłonie, będzie wiedział,
Że w nich miłość, a nie w słowach wielu.

Przed kilku laty była sobie fabryka, która produkowała misie. Każdy z nich był inny, ale każdy tak
samo śliczny i milutki. Małe dzieci uwielbiały te misie, rodzice kupowali im je na urodziny, imieniny
i Gwiazdkę. Każde dziecko od razu umiało pokochać swojego misia i uważało go za swojego
największego przyjaciela.
Tylko jeden misio był nieudany. Został uszyty z samych resztek materiału. Miał jedno uszko
różowe, drugie zielone, tułów w kwiatki, nóżki w kratkę. Nosek zamiast czarnego wyszedł niebieski,
a oczy, robione już z ostatnich skrawków, były żółte. Misio ten był bardzo miły w dotyku. Cieplutki i
aksamitny, ale nikt tego nie widział, bo nikt nawet nie brał go do ręki.
Biedny Brzydki Misio widział, jak jego koledzy szybko opuszczają sklepowe półki i trafiają do
wesołych, uśmiechniętych dzieci, które bardzo je kochają. Sam stał samotny, już troszkę zakurzony
i myślał sobie: To nic, że mnie nikt nie chce. Najważniejsze, że moi koledzy trafiają w dobre ręce.
Minęła kolejna Gwiazdka i misia nadal nikt nie kupował, aż pewnego dnia do sklepu weszła mała,
może sze?cioletnia dziewczynka. Miała na nosie ciemne okulary, chociaż tego dnia wcale nie było
słońca, a w rączce białą, plastikową laseczkę, chociaż wcale nie była staruszką. Weszła do sklepu
ze swoją mamą. Poprosiły o misie. Dziewczynka była niewidoma. Nic nie widziała. Nie znała ani
kolorów, ani nigdy nie widziała tęczy, nie umiała sobie wyobrazić lecących w powietrzu ptaków, ale
za to wszystko umiała zobaczyć rączkami.
Wzięła do rączki najpierw bielusieńkiego misia. Najładniejszego ze wszystkich. Pomacała jego
odstające uszka, dotknęła łebka ; I wzięła następnego, szarego. Ten też nie przypadł jej do gustu,
bo miał troszkę ostre zakończenia łapek. Na samym końcu ekspedientka położyła Brzydkiego Misia,
bo i tak nie liczyła, że kiedyś ktoś go kupi.
- To ten mamusiu! - krzyknęła głośno dziewczynka - To jest mój misio. Mój piękny kochany
misiaczek - i z całej siły go przytuliła, a potem pocałowała w brzydki, niebieski nosek.
Od tej pory dziewczynka i misio nie rozstawali się nigdy. Na leżakowaniu spali pod jedną kołderką,
u dentysty dziewczynka ściskała jego łapki, a kiedy trudno jej było coś zrobić, zawsze pytała o
radę swojego przyjaciela.
Inne dzieci śmiały się, kiedy widziały, jakiego brzydala ze sobą nosi. Ale dziewczynka każdemu
proponowała, żeby wziął misia do ręki. I wtedy działo się coś dziwnego. Przestawał wydawać się
brzydki. Wszystkie dzieci zazdrościły dziewczynce. Pytały ją często skąd wiedziała, że ten misio
jest taki cudowny, tak kochany. Przecież nie mogła tego zobaczyć, bo jest niewidoma. A ona
zawsze im odpowiadała:
- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.

Anioł Drugiej Szansy

Gdy Dobry Bóg stworzył już wszystko to co miał do stworzenia na Tym Świecie i zrobił to dokładnie tak jak chciał, odpoczywał w towarzystwie Anioła, podziwiając swe dzieło. Z zadowoleniem przyglądał się Szczęściu, Miłości, Dobru, Pięknu, podobała Mu się Radość i Skromność, Mądrość i Wolna Wola... i Wolna Wola? Tu zamyślił się , zastanowił i przyjrzał uważnie Wolnej Woli. Nie odrywając spojrzenia od niej rzekł do siedzącego obok Anioła:
- Wbrew temu co będą mówili niektórzy zapamiętaj,- jest to Najlepszy Świat... ale ona - wskazał ruchem głowy Wolną Wolę - wygląda tu jak prezent dla Szatana.- skrzywił się - Spójrz! Wodzi na pokuszenie, pozwala na złe uczynki, hmmm... pozwala nawet sprzeciwić się Mojej Woli... Coś z nią zrobić trzeba, ale zrezygnować z niej jednak nie mogę. Jest tu potrzebna.
Trwali tak chwilę w zamyśleniu patrząc na Świat - Najlepszy z Możliwych.
- Dobry Boże, Twoje dzieło tworzenia Świata ukończone już zostało i, jak powiedziałeś słusznie, jest to Najlepszy Świat, bez względu na to co mówią inni. Powiedz więc, czy jeśli cokolwiek zmienisz, Najlepszy Świat nie stanie się wtedy gorszy?
- Prawda to, dlatego też to, co uczynię dla Człowieka, nie będzie należało do jego Świata. Będzie to rzecz z innego świata. Oddzielać go będzie od niej Granica Życia.
- Doprawdy nie pojmuję Twego zamysłu - powiedział spokojnie Anioł, który zdążył się już do tego przyzwyczaić.
Stwórca spojrzał jeszcze raz na Cały Boży Świat i rzekł:
- Jeśli wszystko pozostanie tak jak jest teraz, zbyt wielu ludzi pobłądzi, straci Szczęście i znajdzie swoje miejsce w Piekle.
- Stworzyłeś Panie dla nich Piekło?- zapytał Anioł a zaskoczenie odmieniło jego Anielski wyraz twarzy.
- Nie. Piekła się nie tworzy. Piekło jest głębokim i wiecznym doświadczaniem nieodwracalności Złego. Piekło to świadomość utraconej na zawsze szansy na Szczęście, Dobro i Piękno. Aby Człowieka przed tym uratować powiem ci co uczynisz. Pójdziesz pośród ludzi i każdemu, kto cię o to poprosi, dasz drugą szansę na Życie w Szczęściu. Pomożesz każdemu w tym, by za drugim razem mógł w lepszy sposób przeżyć swoje życie. Ale, aby nie był w tym wyrachowany i cyniczny, odbierzesz mu pamięć poprzedniego życia. Nie pozbawiaj go jednak szansy na unikanie błędów uprzednio popełnionych. Posłuż się w tym celu Sercem Człowieka. Pozostawisz w Nim okruchy pamięci poprzedniego życia. Dlatego Serce najlepiej będzie wiedziało jak korzystać z Wolnej Woli i jakich w życiu dokonywać wyborów. Pamiętaj jednak, że każdy człowiek może skorzystać tylko raz z twojej pomocy... Aniele Drugiej Szansy.

Tak powiedział Dobry Bóg i tak się stało... jak zawsze zresztą.

I odszedł tedy Anioł Drugiej Szansy czynić to co mu przykazano.


Gdzieś na Świecie, w małym pokoiku, prawie nikomu nie znany Stary Człowiek, zbliża się do Granicy Życia Swego. Życia Zwykłego, bo jest, jak to mówią, Dobrym Zwykłym Człowiekiem. Nikomu nie wyrządza krzywdy, zawsze kieruje się "zdrowymi" zasadami, nie czyni zła i nie pozwala go czynić sobie. Życie przeżył "poprawnie" i nawet "dostatecznie dobrze", ale nie jest szczęśliwy?
Stary przeczuwa już, że jego Życie zbliża się do Wielkiego Końca, robi w pamięci bilans życia... i tak jak się spodziewał, nie wypadł on "in plus". Przypomniał sobie wszystkie zmarnowane szanse na szczęśliwe życie, niezrealizowane marzenia odkładane później, ciągłe rozpamiętywanie strat i szkód, chwile szczęśliwości, które przeminęły nie pozostawiając w duszy nic, niewłaściwe wybory, pomijanie piękna. Ludzie, których mógł uczynić szczęśliwymi tworzyli na jego liście długą kolejkę, tych szczęśliwych było zadziwiająco mało. Wszystko to przygnębiło go bardzo i skłoniło do smutnych rozmyślań.
- Życie powinno się przeżyć najlepiej jak to możliwe, najwspanialej, najpełniej - pomyślał i zdumiała go prostota tej prawdy - i wcale nie chodzi o szaleństwo czerpania całymi garściami, ani o ciągłe wygrywanie, ani o życie na wysokim poziomie. Chodzi o życie zgodne z zasadami miłości, dobra, piękna... poszukując tego i dbając o to, gdy już zostanie znalezione, żyjemy prawdziwie szczęśliwie. I właśnie teraz, gdy pojąłem jak powinno się żyć, przychodzi mi odejść, a życie zakończyć.
Po tych słowach wielki smutek wtargnął w głąb serca Człowieka i pozostałby tam pewnie na zawsze, gdyby nie pojawił się przed nim, w świetle Nadziei i Miłości, Anioł. Zbliżył się Anioł do niego, a sama obecność Anioła nadzieją zalała serce Starego Człowieka. Wtedy Serce poznało, że Anioł ten to Anioł Drugiej Szansy.
- Daj mi jaszcze czas, bym mógł poprawić swoje życie.- poprosił Anioła ośmielony jego łagodnym spojrzeniem - Pozwól mi naprawić wszystkie moje błędy, kierując się tym razem głosem serca. Serca, którego przyznaję, do tej pory nie słuchałem, którego głos lekceważyłem, którego rady odkładałem "na później".
Anioł nie odpowiedział, zamyślił się, spoważniał, a w spojrzeniu pojawił się smutek.
Wydawało się Staremu Człowiekowi, że nigdy nie nadejdzie odpowiedź, aż wreszcie Anioł rzekł:
- Słyszałeś w sobie głos Mądrego Serca a nie słuchałeś Go. Serca, które do ciebie krzyczało, przez ciebie płakało i wyrywało się do spraw i rzeczy ważnych, ale nie traktowałeś tego poważnie. Ośmieszałeś Serca głos. Ja już dla ciebie nic zrobić nie mogę.
- Przecież jesteś Aniołem Drugiej Szansy - obudziło się w Starym pragnienie przeżycia Szczęścia - przyjdź później, przecież każdemu trzeba dać szansę, pozwól mi spróbować życia po raz drugi.
- Ale my dziś właśnie spotykamy się po raz drugi... Słyszałeś Głos Mądrego Serca, a to znaczy, że życie, które dziś kończysz było twoja ostatnią szansą na szczęście. Nie wykorzystałeś jej.

I zrozumiał Stary Człowiek jak boli świadomość utraconej szansy na Szczęście, Dobro i Piękno.
I odszedł tedy Anioł Drugiej Szansy czynić innym dokładnie to co mu przykazano.

Słyszysz czasami zagłuszony głos twego Serca?
To oznacza, że ktoś daje Ci ostatnią szansę na Szczęśliwe Życie.
Kolejnej szansy już nie będzie. Korzystaj z tej.
Głos twego Mądrego Serca wskazuje Ci drogę do Szczęścia.
Słuchaj go, bo właśnie teraz trwa Twoja ostatnia szansa.
Korzystaj z niej. Podążaj za głosem Serca.



Kamilka :*

[Powrót] Jak Juz Weszłes To Komentuj :P